|
Cóż to był za mecz. Czerwcowe derby pomiędzy Ogniwem Piwniczna a Popradem Rytro przechodzą do historii jako widowisko niesamowite. Na przekór jednym i drugim los zdecydował, że podobnie jak na jesień w Rytrze, tak i teraz padnie remis 2:2. Przed meczem kibice nie chcieli tylko i wyłącznie takiego właśnie rezultatu. Powód? Żadna z drużyn nie ma prawa przyznać, że jest lepsza od swojego rywala zza miedzy. Widać tak miało być. Dziś pozostaje niedosyt w obozie jednych i drugich a jedną rzecz trzeba przyznać otwarcie: Ogniwo Piwniczna oraz Poprad Rytro to dwa kluby z taką samą mocą...
Ogniwo Piwniczna - Poprad Rytro 2:2 (0:2) bramki: M. Izworski, Mikołajczyk - Łekawski, Klóska widzów: 800 sędziował: Bogusław GórnikŚrodowy pojedynek w Piwnicznej odbył się w drugim terminie. Wcześniej na drodze stanęła przeszkoda w postaci złych warunków atmosferycznych. Wyczekiwanie sięgnęło więc zenitu. Ale może to i lepiej. Piłkarze bowiem eksplodowali równo z pierwszym gwizdkiem arbitra. Zawody sędziował Bogusław Górnik - sędzia z Podhala, który po tym sezonie kończy przygodę z gwizdkiem (wywiad z Bogusławem Górnikiem już w najbliższy weekend na futbolopolis.pl)
Wróćmy do spotkania derbowego... Pierwsza połowa meczu została całkowicie zdominowana przez graczy z Rytra. Poprad grał tak pięknie jak oczekują tego kibice oraz szkoleniowiec Piotr Śmietana. Agresja, pressing, totalna dominacja w destrukcji, szybka wymiana piłek, kreatywność, piękne akcje - wyliczać można jednym tchem. Obrona przyjezdnych była nie do przejścia. Skrzydła funkcjonowały bez zarzutów a i w ataku wszystko szło jak należy. Pierwsza bramka padła ze stałego fragmentu gry. Rzut wolny z okolic 17 metra wykonywał Wojtek Łękawski. 18-letni rozgrywający Popradu ustawił sobie piłkę i huknął w krótki róg. Goście wyszli na prowadzenie...
Poprad ani przez moment nie pomyślał o obronie wyniku. Otwarta gra miała przynieść kolejną bramkę i przyniosła. Prawą stroną boiska przedarł się Daniel Klóska, który w sytuacji sam na sam z golkiperem Ogniwa zachował zimną krew i technicznym uderzeniem ulokował piłkę w bramce. Na tej części trybun, które zajmowała ryterska publiczność, zapanował szał radości. Nie mogło być inaczej, Poprad wygrywał 2:0 i był w szaleńczym natarciu...
Więcej bramek przed przerwą nie padło, choć trzeba zaznaczyć, że gracze Piotra Śmietany powinni wykorzystać jeszcze przynajmniej jedną okazję strzelecką. Sytuacji było sporo, Poprad bardzo często przebywał w polu karnym Ogniwa. Rezultat 2:0 do przerwy był jednak wynikiem adekwatnym do boiskowych wydarzeń.
Od 46 minuty oglądaliśmy na murawie rozwścieczone Ogniwo. Gospodarze postarali się o futbol niezwykle widowiskowy, szybki, i co najważniejsze - skuteczny. Bramka kontaktowa padła dość szybko, bo już w 56 minucie. Rzut wolny z prawego narożnika pola karnego wykonywali gospodarze. Futbolówka dotarła do Michała Łukaszyka, który głową przedłużył ją do Mariusza Izworskiego. Obrońca Ogniwa nie mógł z takiego prezentu nie skorzystać i mocnym strzałem wpakował piłkę do bramki. Miejscowi poszli za ciosem. Drużyna Ogniwa konstruowała kolejne piękne akcje, robiła to w sposób bardzo szybki. Miejscowi przemieszczali się na murawie z prędkością światła i pewnie dlatego Poprad miał takie kłopoty z powstrzymaniem rywala.
Bramka na 2:2 padła w 79 minucie meczu. Znów stały fragment gry, znów precyzyjne dośrodkowanie i znów obrońca - tym razem nie Mariusz Izworski a Robert Mikołajczyk. Kibice Ogniwa oszaleli z radości, bo ich drużyna dogoniła wynik, dogoniła rywala, wstała z kolan. To co działo się w kolejnych minutach trudno już ubrać w słowa. Ktoś, kto ma słabe nerwy miał prawo wyjść ze stadionu i nawet byłby usprawiedliwiony...
Akcja za akcję, ząb za ząb i tak na zmianę - raz jedni raz drudzy. Setka dla jednych, setka dla drugich. Dwusetka dla jednych, dwusetka dla drugich. No takich rzeczy to nie oglądał dawno każdy kibic, który zagościł w środę na stadionie Ogniwa. W 89 minucie meczu wydawało się, że musi paść bramka na 3:2 dla miejscowych. Adrian Mikrut sunął z piłką dobrych kilkanaście metrów. Zaczął za szesnastką, przedarł się w pole karne i pędził wzdłuż linii piątego metra, markując strzał trzykrotnie. Za każdym razem nogę dostawiał obrońca Popradu - Marcin Klag. Akcja zakończyła się... skutecznym przerwaniem zagrożenia a hałas jaki panował w Piwnicznej ubrać należy w ogromne ilości decybeli...
Mogło być 3:2 dla Ogniwa, a tymczasem Poprad przeprowadził świetną akcję. Sytuacja, której nie wykorzystał Mateusz Poczkajski to właśnie ta z serii dwustu procentowych. O tym momenciei kibice Popradu rozmawiają do dziś. Drodzy kibice - musicie wiedzieć o jednej rzeczy, o której jeszcze nie wiecie. Piłka, która dotarła do Mateusza Poczkajskiego, przeszła wcześniej po rękach bramkarza, zmieniając tor lotu. Mimo, że z trybun wyglądało to na całkowicie klarowną sytuację, w rzeczywistości nią nie było. - Piłka przeszła bramkarzowi po rękach i w ostatniej chwili zmieniła tor lotu. Nie mogłem więc czysto w nią uderzyć, musiałem się odchylić, stąd ten lekki strzał - powiedział dla naszego portalu Mateusz Poczkajski, który dzień wcześniej obchodził swoje 19 urodziny. W końcówce, sytuacji sam na sam nie wykorzystał jeszcze Grzegorz Duda oraz Konrad Dziedzina. Po drugiej stronie z 5 metrów przestrzelił Mikołajczyk, który wywindował futbolówkę wysoko nad bramką. Cóż to był za mecz...
Wynik 2:2 to rezultat zasłużony i bardzo sprawiedliwy. I jedni i drudzy czują jednak to samo. O dziwo nie jest to jednolite poczucie spełnienia a jedynie mieszanka radości i smutku. No bo przecież Rytro miało wynik 2:0 do przerwy, więc żałuje zaprzepaszczenia przewagi. Żałuje także niewykorzystanych sytuacji z drugiej połowy. Ale i miejscowi żałują, bo dogonili wynik, by za chwilę marnować stu procentowe sytuacje do objęcia prowadzenia. Jedni i drudzy czują też radość. Bo każdy mógł przegrać. Ale nie przegrał...
Cóż powiedzieć mądrego po takim pojedynku? Chyba tylko tyle, że rzeczywiście był to mecz sezonu i na prawdę długo przyjdzie czekać jednym i drugim na koleje takie starcie z kimkolwiek. Ogniwo i Poprad postarali się o widowisko z innego wymiaru. - Niesamowite, III liga się kryje - kiwali z niedowierzaniem neutralni kibice, którzy ulokowani gdzieś w środkowej części trybun postanowili obejrzeć derbowy mecz.
Obydwie drużyny podały sobie dłoń z głębokim spojrzeniem, bo z pewnością to nie był ostatni derbowy mecz. Poprad Rytro jest już uśmiechniętym zespołem. Gracze Śmietany czują się dumni, bo prawdopodobnie wybili Ogniwu oraz Zakopanemu awans z głowy. Sami go wcześniej przegrali (porażka z Orłem oraz Dobrzanką). Ekipa z Piwnicznej uśmiechu jeszcze nie nabrała, ale być może go nabierze, bo szanse na awans jeszcze są - tyle, że mniejsze niż ostatnio. Na zakończenie można powiedzieć tylko tyle: Szacunek drodzy piłkarze Ogniwa i Popradu za spektakl, który podarowaliście Waszym kibicom...
 |